Duch w kopalni węgla

Emerytowany górnik opowiedział o mrożącym krew w żyłach zdarzeniu paranormalnym, którego doświadczył w kopalni, w której kiedyś pracował, a które jego zdaniem było związane z duchami osób zmarłych w tej kopalni:

Zaczęło się po wypadku w kopalni

Duch w kopalni węgla
Duch w kopalni węgla

Urodziłem się w 1968 roku. Jestem synem ojca górnika i górniczki. Jestem ojcem dwójki dzieci. Wypadek zdarzył mi się w kopalni, w której pracowałem rok lub dwa przed przejściem na emeryturę. Wszystko zaczęło się po wypadku w kopalni. Tego dnia poszedłem do pracy jak zwykle. Rano, po zjedzeniu śniadania w stołówce zakładowej, wsiadłem do klatki, aby zjechać 260 metrów pod ziemię.

Mówiąc klatka, mam na myśli windę. My, pracownicy kopalni, woleliśmy nazywać ją klatką niż windą, ponieważ było to proste urządzenie, które działało na zasadzie dużego dźwigu, a nie windy. W każdym razie zjechałem na dół do kopalni. Po przepracowaniu do końca zmiany zacząłem iść w kierunku dna szybu. Miejsce, w którym weszliśmy do klatki, nazywamy dnem szybu.

Gdy szedłem powoli, szybko minął mnie silnik. To, co nazywam silnikiem, można uznać za mały pociąg. Było to stosunkowo proste urządzenie w porównaniu z pociągiem, ciągnące jedynie wagony ważące najwyżej jedną tonę. Na parowozie znajdowali się robotnicy. Normalnie nie wolno im tego robić, ale czasami, gdy pracownicy są bardzo zmęczeni po pracy, jadą na lokomotywie, aby uniknąć chodzenia. Kontynuowałem powolny spacer, gdy silnik pędził obok mnie.

Krew płynęła jak z kranu

Z przodu rozległy się krzyki. Ktoś wydawał się jęczeć świszczącym głosem. Ruszyłem w kierunku dźwięku, aby zrozumieć, co się dzieje. Zacząłem się uważnie rozglądać. Kiedy zbliżyłem się do miejsca, z którego dochodził dźwięk, zobaczyłem, że ktoś leży w kanale wodnym po stronie drzwi powietrznych. Z osoby leżącej w kanale wodnym płynęła krew, jak z kranu. W tym momencie doznałem krótkotrwałego szoku.

W tym chaosie natychmiast przenieśliśmy rannego do wejścia do windy, które nazywamy dnem szybu, i wysłaliśmy go do szpitala. Wciąż nie mogłem otrząsnąć się z szoku wywołanego tym obrazem. Tego dnia osoba, która została poszkodowana w tym wypadku, zmarła. To zdarzenie głęboko mnie dotknęło. Moja psychika wywróciła się do góry nogami. Zgodnie z tym, czego dowiedziałem się później, wypadek wyglądał następująco: Kiedy pracownicy jechali z silnikiem, nie otworzyły się drzwi pneumatyczne. Ponieważ silnik był również szybki, uderzył w drzwi z wielką siłą. Pracownik, który znalazł się między silnikiem a drzwiami, został mocno zmiażdżony podczas tego uderzenia.

W następnych dniach po tym zdarzeniu, kiedy przechodziłem przez tę bramę, zawsze wydawało mi się, że ktoś nadal leży w kanale wodnym. Nie mogłem przejść tam sam. Ponieważ palenisko nie było wystarczająco oświetlone, zawsze było w nim bardzo ciemno. Oświetlały go jedynie świetlówki, które były bardzo skąpo rozmieszczone w niektórych częściach paleniska. Z powodu tego zdarzenia byłem całkowicie zniechęcony do pracy. Nie miałem ochoty w ogóle iść do pracy, ale musiałem.

Światło zbliża się do mnie

Pewnego dnia, gdy znów byłem w pracy, byłem ostatnim, który pozostał po zakończeniu pracy w części kopalni, w której pracowałem. Gdy się rozejrzałem, wszyscy już wyszli. Usiadłem gdzieś. Spadł na mnie taki ciężar, że wydawało mi się, iż przejście stamtąd do obszaru windy, którą robotnicy nazywali dnem szybu, trwa całe życie. Powiedziałem sobie: “Odpocznę trochę tu, gdzie siedzę, a potem pójdę”. Moje oczy na chwilę się zamknęły. Byłem pomiędzy snem a jawą. Zobaczyłem mężczyznę, który zbliżał się do mnie od przodu, trzymając w ręku lampę.

“O tej godzinie nie ma już żadnej pracy przy piecu. Pewnie został później, tak jak ja” – powiedziałem do siebie. Światło, które się do mnie zbliżało, nagle zniknęło. “O mój Boże! Gdzie ten człowiek poszedł?” powiedziałem do siebie. Wtedy pomyślałem: “Pozwól mi posiedzieć jeszcze przez minutę lub dwie. Może ten mężczyzna, który właśnie zniknął, wróci i będziemy mogli razem pójść do windy”. Wtedy moje oczy znów się zamknęły. Nie wiem, ile czasu minęło; nagle obudziłem się z bardzo silnym policzkiem! Myślałem, że mam złamany kark. Natychmiast doszedłem do siebie i rozejrzałem się dookoła. Nikogo nie było! To było niemożliwe, żeby ktoś mnie uderzył i uciekł. Z tego powodu w strachu i panice zacząłem biec w stronę windy. Tego dnia nikomu nie powiedziałem o tym, co się stało.

Czarna istota, która mnie ostrzegła

Tydzień lub dwa tygodnie później znów byłem ostatni. Tym razem pospieszyłem się i poszedłem prosto do wejścia do windy. Kiedy usiadłem i czekałem na windę, zauważyłem, że coś czarnego zbliża się do mnie. Miało ręczną lampę i kask, ale żadne z nich nie było oświetlone. Powoli zbliżało się do mnie. Zawołałem z daleka: “Mistrzu! Co się stało? Czy lampa się zepsuła?”. Nie odpowiedział. Zamiast tego powoli zbliżał się do mnie.

Poczułem silny strach, który nie wiedziałem dlaczego. Chciałem wstać i wyjść, chciałem nawet uciec, ale byłem sparaliżowany. Nie mogłem się ruszyć. Mimo że był bardzo blisko mnie, nie widziałem wyraźnie jego twarzy ani ciała. To było tak, jakby człowiek, który zbliżał się do mnie, nie był namacalną substancją, ale cieniem, sylwetką. “Nigdy więcej nie śpij na kominku!” – powiedział do mnie. Mowę mężczyzny czułem nie w uszach, ale w mózgu. Przemówił do mnie niemal telepatycznie i zniknął.

Słyszałem o takich wydarzeniach od kilku innych osób, ale nie wierzyłem w to. W tym momencie te historie, które słyszałem, przeszły przez mój umysł. Przeczytałem wszystkie modlitwy, jakie znałem. Ta czarna sylwetka nie zrobiła mi krzywdy, ale przeżycie tej chwili jeszcze bardziej zaburzyło moją i tak już złamaną psychikę. Nie mogłem wstać z miejsca przez kolejne 1-2 minuty. Po chwili pozbierałem się i wyszedłem stamtąd.

Duchy moich męczenników

Kiedy powiedziałem przyjaciołom, co mi się przydarzyło, nie uwierzyli mi. Kiedy opowiedziałem o tym, co mi się przydarzyło, imamowi z wioski, w której mieszkałem, ten mi uwierzył i powiedział, co następuje: “To oni są właścicielami kopalni. Jak wiesz, zgodnie z wierzeniami islamu dusze męczenników, jeśli chcą, mogą wybrać pozostanie na tym świecie zamiast udania się w zaświaty. Zgodnie z powiedzeniem islamskiego proroka Mahometa ci, którzy umierają pod gruzami, są uważani za męczenników, tak jak ci, którzy giną na wojnie. Dlatego ludzi, którzy zginęli w kopalniach, nazywamy męczennikami. Najprawdopodobniej to, co widziałeś w kopalni, było duchem górniczego męczennika i ostrzegało cię. Chciał cię chronić”. Po tym dniu już nigdy nie spałem w kopalni.

Śledź na Google News

Keşfet

Yorum Yap